Dlaczego czasem tak trudno się dogadać?

mgr Marcin Jaroszewski

Dlaczego czasem tak trudno się dogadać? Odpowiedź: bo gadamy o rzeczach innych, niż te, o których właśnie gadamy.
Zaproponowana odpowiedź na, jakby nie było, poważne pytanie nie jest bynajmniej żartem, niestety. Żeby dobrze wyjaśnić jej znaczenie musimy zacząć od odrobiny teorii komunikowania interpersonalnego. Posłużymy się modelem czterowarstwowej komunikacji Friedmana Schultza von Thuna. Stwierdził on mianowicie, że czy chcemy, czy nie komunikujemy więcej niż nam się wydaje. Komunikujemy, czyli przekazujemy informacje dotyczące: przedmiotu naszej wypowiedzi, naszego stosunku do słuchającego, naszych wobec niego oczekiwań, naszego stosunku do nas samych i tego o czym mówimy. Cztery wspomniane wyżej rodzaje informacji odpowiadają wspomnianym również czterem warstwom (jednego) komunikatu. Żeby to atrakcyjnie zilustrować von Thun używa obrazu „czterech uszu”, z których każde słyszy tylko jeden rodzaj informacji, zupełnie jak radar nastawiony na jedną częstotliwość. W tym sensie jedno ucho słyszy tylko warstwę rzeczową komunikatu (częstotliwość: „O co chodzi?”), drugie warstwę wzajemnych relacji (częstotliwość: „Kim dla siebie jesteśmy?”), kolejne ucho wychwytuje warstwę apelu („Czego on chce, jak mam się zachować?”), wreszcie ostatnie nasłuchuje warstwy ujawniania siebie („Co to za jeden, jaki on jest?”). Pora na przykład: Mąż wraca z pracy chwilę później niż zwykle, żona pyta: „Dlaczego się spóźniłeś?”. Pytanie jeśli spojrzeć „obiektywnie” jest rzeczowe i zupełnie na miejscu, a jednak nie zdziwimy się jeśli zacznie się nieprzyjemna kłótnia. Pozostawiając cały szereg okoliczności i kontekstów znanych tylko wspomnianym małżonkom zobaczmy, co mogłoby być podstawą „niemiłej” odpowiedzi męża w stylu „Nie jestem dzieckiem, żeby się ze wszystkiego tłumaczyć!”. Zobaczmy co mogłoby usłyszeć każde z czterech uszu męża w tym samym zdaniu: „Dlaczego się spóźniłeś?”. Ucho rzeczowe usłyszy rzeczowe pytanie: „Dlaczego się spóźniłeś?”, ucho wzajemnych relacji usłyszeć może: „Jestem na ciebie wściekła, wkurzasz mnie!”, ucho apelu: „Masz się natychmiast usprawiedliwić!”, a ucho ujawniania siebie: „Jestem zdenerwowana.”. Odpowiedź męża jest logiczna w perspektywie ucha wzajemnych relacji i apelu. Nie zatrzymał się na „czystej informacji” (podałby wtedy rzeczową przyczynę) ani na tym, co żona „po wiedziała o sobie” (starałby się zrozumieć jej zdenerwowanie), usłyszał „jedynie” zarzut i wezwanie do przeprosin. W tym miejscu nie będziemy dociekać, czy faktycznie żona to chciała powiedzieć, czy jest to błąd męża. Najistotniejsze jest uświadomić sobie w tym miejscu, jak wiele rzeczy może być zawartych w jednej prostej wypowiedzi i jak złożony jest proces „słyszenia” najzwyklejszego komunikatu. Jeśli zrobimy ten krok będziemy mogli pójść dalej w rozważaniach Friedmana Schultza von Thuna, który sugeruje, że problem ze słyszeniem siebie na wzajem polega na specyficznej „wadzie słuchu” polegającej na niedorozwoju pewnych uszu i przeroście innych. Niedorozwój dotyczy zwykle ucha ujawniania siebie i ucha rzeczowego, przerost natomiast ucha wzajemnych relacji i apelu. I tu zaczyna się wyjaśniać odpowiedź na zadane na wstępie pytanie. Mówiąc o faktach możemy mówić o wzajemnych relacjach i oczekiwaniach. Przykład: Ojciec pyta nastoletniego syna: „O której wrócisz do domu?”; syn odpowiada: „Między dziewiątą a dziesiątą”, ojciec: „Mało precyzyjnie, o której?!”; syn: „To jest precyzyjnie, plus minus sześćdziesiąt minut”; ojciec: „Precyzyjnie znaczy punkt dziewiąta...”. Czy w tej rozmowie chodzi o ustalenie „precyzyjności” godziny powrotu syna do domu? Jeśli brać pod uwagę tylko dostępną od ręki treść rozmowy to może i tak ale po tym co ustaliliśmy wcześniej nie damy się łatwo zwieść. Najprawdopodobniej rozmowa dotyczy „ustalenie tego, kto ostatecznie zdecyduje, o której chłopak wróci do domu. Zatem pod powierzchnią warstwy rzeczowej kipi i wrze warstwa wzajemnych relacji. Spór dotyczy mówiąc wprost możliwości decydowania – czyli władzy. Temat rozmowy przestaje być istotny, nie chodzi o jego faktyczne rzeczowe omówienie. Jest on raczej użyty do stoczenia walki o wpływy. Nie gadamy o tym, o czym gadamy. Tak naprawdę ścieramy się zabiegając o dominację – wygrywa ten, którego na górze. Co by nie powiedzieć sympatyczną sprawą jest ustawiać świat po swojemu, przykrą boleśnie doświadczać własnej bezsilności. Problem nie polega tyle w tym, że będziemy ciągle rozwiązywać konflikty rosnące wokół tego doświadczenia, chodzi raczej o to, że będziemy robić to niejawnie, w ukryciu. Alternatywą jest metakomunikacja czyli mówienie o tym co i jak mówimy. Jeśli ojciec i syn z naszego przykładu mogliby przejść na ten poziom wzajemnego rozmawiania mogliby w jawny sposób przedstawić swoje oczekiwania i obawy (syn pewnie chciałby poczuć się swobodnie i „móc decydować”, ojciec chciałby mieć komfort i spokój wynikający z wiedzy, co o dziesiątej w nocy dzieje się z jego synem). Jest to podstawa do innego niż spór rozwiązywania konfliktów (tu odsyłam do tekstu o mediacjach). Trudność polega zatem na zdemaskowaniu prawdziwych tematów ukrytych pod tematami zastępczymi. Trudno się dogadać, bo gadamy o rzeczach innych, niż te o których właśnie gadamy. Zatem warto pogadać o tym o czym właściwie gadamy. Wbrew pozorom nie jest to sprawa łatwa ale tym bardziej warta polecenia.

 

 

Kontakt | ©2008 PP-P Nr 3