Kryzys rozwojowy czyli inna perspektywa „buntu nastolatka”

mgr Marcin Jaroszewski

Zaczniemy od wyjaśnienia psychologicznego znaczenia pojęcia kryzys.
Mówiąc o kryzysie zwykle mamy na myśli przykre wydarzenie albo trudność, z którą borykamy się dłuższy czas. Jeśli ktoś powie: „Jestem w kryzysie.” rozumiemy od razu, że mówi „Jest mi źle”. Słowo kryzys ma zatem znaczenie wartościujące – służy do oceny doświadczeń, tak jak określenia „łatwy”, „zadowalający”, czy „nieprzyjemny”. To rozumienie potoczne, które w tym miejscu na niewiele się zda, a może nawet przeszkadzać. Żeby to dobrze zrozumieć weźmy przykład – zdanie opisowe: „To jest zabłocony samochód (tak go spostrzegam)”; zdanie wartościujące: „To jest bardzo brzydki samochód (tak go oceniam)” Analogicznie różnica wygląda między określeniami „Ta sytuacja jest kryzysem”; „Ta sytuacja jest nieprzyjemna”. Jeśli to jest już jasne idźmy dalej.

Wiemy już czego kryzys nie oznacza pora zatem na omówienie tego, co właściwie opisuje. W psychologii kryzys rozumiany jest jako sytuacja, w której przed człowiekiem pojawiają się zadania, którym „od ręki” nie może sprostać. Trudność polega na tym, że człowiek jeszcze nie umie sprawnie poradzić sobie w nowej sytuacji, a nie umie dlatego że nigdy wcześniej takich okoliczności nie doświadczał, więc umieć nie musiał. Przykład: jeśli ktoś posługiwał się dotąd przy jedzeniu maksymalnie czterema sztućcami i to w zupełności mu wystarczało, a zostanie zaproszony na wykwintną kolację w eleganckim lokalu gdzie na stole przed nim znajdzie się kilka rodzajów noży, widelców i łyżek, z których większość pierwszy raz widzi na oczy to najprawdopodobniej zrobi mu się „gorąco” na myśl, że zaraz będzie musiał sprawnie się nimi posługiwać. Zatem kryzys to sytuacja stawiająca wymagania i zmuszająca do zmiany, gdyż dotychczasowe zdolności, przyzwyczajenia czy poglądy na niewiele się przydają. W perspektywie życiowej kryzys związany jest ze zmianą, im ta bardziej nagła, mniej kontrolowana i odwracalna, czy dotycząca istotniejszych spraw tym doświadczenie kryzysu może być istotniejsze. Zatem kryzysem możemy określić sytuację zmiany szkoły, awansu w pracy, rozstania z bliską osobą, wypadku i utraty sprawności. Taki rodzaj kryzysu jak widać związany jest z nowym wydarzeniem. Jeśli ktoś poradzi sobie z trudnościami związanymi np. z utratą czegoś cennego powiemy „wyszedł z kryzysu” albo „pokonał kryzys”. Jeśli przypatrzymy się dokładnie tym określeniom zobaczymy pewną dość trafną intuicję, mianowicie „poradzenie sobie” wymaga pewnej aktywności („wychodzenie”) i zakłada podejmowanie wysiłku („pokonywanie” czyli „walczenie”). Jeśli w tym miejscu dodamy jeszcze potoczne powiedzenie: „Co nie zabije to wzmocni.” będziemy mieli całkiem adekwatny obraz istoty kryzysu.

Jeśli już wiemy jak rozumieć słowo kryzys przejdziemy krok dalej i przyjrzymy się pojęciu kryzys rozwojowy. Do tej pory mówiliśmy o kryzysie, który „ zdarza się”, jak zdarzają się wypadki albo nagłe zmiany. Teraz słowa kryzys użyjemy do opisu, jak to później wyjaśnimy, normalnych zmian towarzyszących rozwojowi. Skoro niewinnie pojawiło się kolejne pojęcie nieobojętne teoriom psychologicznym zatrzymamy się przy nim na chwilę – chodzi oczywiście o rozwój. Przyjmiemy wersję, która zakłada, że organizm, czy dalej cały człowiek, z biegiem czasu zamienia się w stronę optymalnej dojrzałości, czyli możliwie jak najefektywniejszego funkcjonowania. Zmiana dzieje się w określonych warunkach środowiska a jej motorem napędowym jest sama struktura organizmu. Przykład: ziarna w wilgotnej i ciepłej ziemi nie trzeba namawiać aby zaczęło kiełkować, rosnąć, czy, kiedy jest już drzewem, owocować. Można powiedzieć, że ziarno już tak ma, zmieniając się i to w taki właśnie sposób. Analogicznie można powiedzieć o człowieku – już tak ma, że się zmienia i zmiany te mają kolejne etapy, które można przewidywać. To ważne, zmiany dziejące się „siłą rzeczy” nie są przypadkowe, posiadają swoją kolejność, którą można zaobserwować i prognozować. Z rośliną prosta sprawa – nie będziemy wyglądać owoców jeśli nie ma jeszcze gałęzi, z człowiekiem czasem niestety tak bywa. Dlaczego zwracamy tu uwagę na „etapy rozwoju”? Żeby podkreślić „obowiązkową kolejność”, której „nie da się przeskoczyć”. Wyobraźmy sobie dziesięciopiętrowy blok bez windy. Jeśli chcemy wejść na dziewiąte piętro nie ma innej możliwości jak zacząć od piętra pierwszego i wejść na czwarte zanim wejdziemy na piętro piąte. Pewnie trudno opanować rachunek prawdopodobieństwa jeśli wcześniej nie poznało się tabliczki mnożenia a jeszcze wcześniej najprostszego dodawania. Taka właśnie jest nasza idea rozwoju. Wchodzenie na coraz wyższe piętra, wchodzenie nie tyle z wyboru, co z naszej ludzkiej konieczności, wchodzenie po kolei i z pewnym wysiłkiem.

Gdzie tu miejsce na kryzys? W przenośni naszego „bloku” powiemy „w półpiętrach”. Wychodzimy z jednego ale jeszcze nie jesteśmy na następnym. Kryzys to czas wymagający zmiany funkcjonowania, nauczenia się czegoś nowego. Zobaczymy to wyraźnie w teorii rozwoju psychospołecznego Erika Eriksona. Życie człowieka widział on jako podzielone na osiem okresów, w którym przed osobą stawały „zadania rozwojowe”. Zadania te pojawiały się siłą rzeczy (np. w związku z rozwojem organizmu) i w związku z presją warunków środowiska (np. warunki kultury). Nowe zadanie stawiało człowieka w sytuacji kryzysu wymagając nowego sposobu funkcjonowania. Wracają na chwilę do naszego przykładu: Wyobraźmy sobie, że weszliśmy już i żyjemy na piętrze trzecim a tu przychodzi jakaś nieodparta potrzeba wejścia wyżej i w dodatku słyszymy zewsząd „Pora iśćj!”. Zaczynamy wchodzić, po drodze okazuje się, że życie na wyższym piętrze wymaga od nas nowych umiejętności, których nie musieliśmy dotąd posiadać. Jeśli uda się „poprawnie przejść lekcję i wykonać zadaną pracę” znajdziemy się na piętrze czwartym, gdzie będziemy się czuć jak u siebie. Kryzys rozwiązany pozytywnie – jesteśmy wyżej, nastąpił rozwój. Jeśli z różnych powodów nie wejdziemy wyżej zostaniemy na piętrze niższym, powiemy wtedy o „zaburzeniu rozwoju”. Logika eriksonowskiego rozumowania przedstawia się mniej więcej tak (raczej mniej) – najpierw (dzieciństwo) trzeba doświadczyć podstawowego bezpieczeństwa i nabrać „do świata” podstawowego zaufania aby weń „inwestować”. Dalej trzeba doświadczyć własnej autonomii czyli odrębności aby móc podejmować jakiekolwiek działanie, posiadać inicjatywę. Kolejnym etapem (okres adolescencji) jest potrzeba określenia własnej tożsamości, która jest niezbędna w następnym etapie (wczesna dorosłość) gdzie na podstawie wiedzy o sobie i wypracowanych wartości można wchodzić w bliskie dojrzalsze niż dotąd związki i rozpoczynać konsekwentną drogę rozwoju w wybranym kierunku, np. karierę zawodową. Dopiero wtedy (wiek średni) staje przed człowiekiem zadanie autentycznej kreatywności i produktywności. Ostatecznym zadaniem do rozwiązania jest dokonanie swoistego bilansu, którego efektem może być integracja bądź rozpacz. Nie da się przeskoczyć o dwa zadania wyżej i nie jest pewne pozytywne przejście napotkanego kryzysu. Spodziewać się można natomiast „parcia” do kolejnych zadań i nieuchronność kryzysu. I to jedna z najważniejszych idei w tym tekście. Jeśli przyjmiemy taki pomysł na rozwój i zgodzimy się z pomysłem E. Eriksona będziemy musieli przyjąć kryzys – kryzys rozwojowy za coś wręcz koniecznego w dążeniu do dojrzałości. W tym sensie kryzys będąc faktycznie trudnym doświadczeniem staje się zjawiskiem pozytywnym – jest drogą wzwyż, ryzykowną ale jedyną. „Co nie zabije to wzmocni”.

Na koniec aby zilustrować to o czym do tej pory mówiliśmy i pokazać praktyczne znaczenie opisanej teorii zobaczymy jak w kontekście kryzysu rozwojowego zrozumieć można rozwój człowieka. Wybierzmy okres, w którym słowo kryzys może padać tak samo często z ust rodziców i dziecka – adolescencję czyli czas bycia nastolatkiem.

Z naszej perspektywy czas młodzieńczości nie jest zupełną beztroską ani bezpodstawnym targanym burzą hormonów ciągłym buntem. Zadaniem rozwojowym przypadającym na okres adolescencji byłoby określenie własnej tożsamości czyli nadanie własnemu życiu określonego, wybranego kierunku. Skąd ta konieczność? Z dwóch źródeł – pierwsze to biologia. Ciało przestaje być ciałem dziecka i staje się ciałem dorosłego. Drugie źródło to otoczenie społeczne z pytaniami: „Jakie masz aspiracje?”, „Jaką szkołę wybierzesz?”, „Kim właściwie chcesz być?”. Kryzys rozwojowy w tym sensie jest nieunikniony. Rozpoczyna się trudna droga odpowiedzi na pytanie „Kim jestem i czego chcę?”. Nie jest to kwestia jedynie udzielenia przemyślanej odpowiedzi ale przeżycia siebie jako faktycznie, we własnych oczach, określonego. Zatem słynny „bunt nastolatka” nie musi znaczyć ślepej złośliwości ale może być paradoksalnie pożądanym sposobem określania siebie. Trudno znaleźć lepszy dowód na własne istnienie jak solidne odbicie się od ściany, trudno wyraźniej zaakcentować własne przekonania niż postawić je w opozycji do innych, wreszcie trudnie przekonać się o własnych możliwościach, niż znaleźć się w sytuacji ekstremalnej. Pocieszające dla rodziców jest to, że tylko silny „przeciwnik” jest warty starania i tylko „wartościowe przekonania” można kwestionować, innymi nie zawraca się głowy. Młody człowiek w tym sensie nie tyle „niszczy rodzica”, co „walcząc z rodzicem” określa siebie”. Nikt nie powie, że jest to sprawa z gatunku przyjemnych, nie zmienia to jednak faktu, że służąc rozwojowi jest korzystna a czasem niezbędna. Pozytywne rozwiązanie tego kryzysu, wypracowanie przez młodego człowieka koncepcji siebie jest warunkiem dalszej drogi ku dojrzałości. Czyli chwila spokoju i czekamy na kolejny kryzys rozwojowy. Jeśli ostatnim piętrem ma być wewnętrzna integracja i dojrzałość, której alternatywą jest rozpacz warto się wspinać nawet jeśli czasem bolą nogi.

 

 

Kontakt | ©2008 PP-P Nr 3